czwartek, 21 lutego 2013

atomowa meduza

Chinka, Wietnamka i Kamerunka uczą się jak rozkładać obrusy i sztućce na okrągłym, biurowym stole. Dwójka Niemców i ja, do kompletu, przyglądamy się tej kosmopolitycznej lekcji, prowadzonej przez korpuletną blondynę, naturlich, po niemiecku. Po sztućcach czas na zastawę, nasza kolej.
Jesteśmy na kelnerskim szkoleniu mającym na celu przygotować nas do obsługiwania vipowskich bankietów. Wcale mi się to nie podoba. Nie do twarzy mi z regułami, w uniformie pingwina i ośmiogodzinnym, służalczym uśmiechem. Choć akurat o uśmiech mi łatwo, gdy przypominam sobie scenę z Podziemnego Kręgu, w której Tyler Durden aka Brad Pitt, jako kelner, sika do odpicowanej wazy z zupą dla gości. Myśl o służeniu bierzę górę nad zaletami, jakimi są przyszła wypłata i możliwość zwiedzenia ekskluzywnych, drezdeńskich miejscówek. Dziewczyny sprawdzają czy ułożyły widelce pod odpowiednim kątem, a ja dziękuję szefowej za możliwość pracy i z szelmowskim uśmiechem Tylera Durdena wychodzę z biura.
Od razu mi lepiej.
Wcale nie tak łatwo dostać pracę w Saksonii, ale bez kitu, z magisterką i inteligencją, mogę sobie pozwolić na coś lepszego niż współczesne niewolnictwo. Międzynarodowe towarzystwo przyszłych kelnerów wcale nie złagodziło tej wizji.

W dziedzinie, która mnie ponad wszystko interesuje, dzieje się za to bardzo dużo. Tygodniowe praktyki z rzeźby lodowej przyniosły bardzo fajne kontakty. Samo rzeźbienie, z kolei, okazało się niesamowicie zajmujące i uzależniające. (Corinna twierdzi, że rzeźbienie to idealne zajęcia dla pacjentów z nerwicą...) Przeniesienie szkicu na bryłę z początku wydaje się trudne, ale w praktyce okazuje się dobrym wyzwaniem. Szkoda tylko, że tak czasochłonnym (w pracy na mrozie jest to wielki minus).
Na poczatek rzeźbię z Giovannim z Włoch grzyba atomowego, którego na poczet wystawy zmieniamy w meduzę. I przy okazji postępów odkrywam fazy pracy:
Faza 1 - przyzwyczajanie się do pracy w materiale (czyt. bryła lodu). Chcesz rzeźbić ambitne rzeczy, łabędzie, rybki odpadają z miejsca.
Faza 2 - orientujesz się, że lód to najcudowniej kiczowy materiał rzeźbiarski. Powracasz do utartych tematów lodowo-rzeźbiarskich i walczysz z ochotą na wyrzeźbienie kutasa.
Faza 3 - orientujesz się także, że z każdego pomysłu można zorganizować coś wymyślnie abstrakcyjnego. Już wiesz, że każda lodowa rzeźba wygląda efektownie w świetle ( może po za nieporadną "piramidą", którą wyrzeźbił duet Sycylijczyków). Rezygnujesz z czasochłonnej pracy dłutem na poczet piły mechanicznej - co prawda, odbiera to charakteru szlechetnego rzemieślnictwa, ale dobrze pasuje do opętańczego śmiechu.
Na takiej "youth exchange" każdy artysta musi się zmierzyć z pracą z innymi ludźmi. Dla kogoś, kto uwielbia pracować samemu, nie lubi tłumaczyć swoich pomysłów (w kilku językach) taka sytuacja może doprowadzić do pasji. Stanęłam też przed dylematem typu obrona projektu czy praca z ludźmi, gdy okazało się, że nad moim projektem pracuje zbyt dużo osób i zbyt szybko oddalamy się od pierwotnego szkicu. Tym  razem wybrałam team-work, zamiast egoistycznej satysfakcji. Wspólną pracą stworzyliśmy piękną rzeźbę abstrakcyjną. Tak, dobrze wyglądała w świetle ;)
Tydzień rzeźbienia w mroźnej aurze przepłacam komponowaniem symfonii na kaszel. Na szczęście w domowych pieleszach zawsze znajdzie się kilku chętnych do uzupełnienia dzieła o dodatkowe schorowane głosy, więc po tygodniu po za domem, integruje się z innymi rekonwalescentami. I w końcu wracam do rysowania.

Z tej okazji, dzielę się też linkiem do odpimpowanego portoflio, więc w końcu unaoczniam tu swoje dzieła. Wśród nich wizualny spacer po Dreźnie, a także pierwsza część autorskiego komiksu nad którym pracuję z Maikiem. Enjoy!
http://marysiawasik.wordpress.com/

2 komentarze:

  1. wreszcie nadrobiłem wszystkie notki, chyba czas zacząć myślec o jakichś odwiedzinach:)

    OdpowiedzUsuń