Niewiele ostatnio piszę. Pewnie dlatego, że odnalazłam swój rytm, swój dryft. Wsiąknęłam w mieszkanie jak gąbka, rzadziej wychodzę, mniej przygód mam. Ale odkrywam naraz dwadzieścia charakterów, studiując cudze zwyczaje i inne punkty widzenia.
Niemniej jednak, miałam dzisiaj dziwne spotkanie z pewnym Warszawiakiem, co dało mi do myślenia, że Polaków spotkać można wszędzie. Od kilku dni działam na festiwalu artystycznym, który zorganizowała alternatywna komuna. Inna ulica, inna część miasta, zupełnie inni ludzie i punkty widzenia. Zadymione wnętrze, alterglobaliści, punki. Chłopak z krastą gotuje artystom posiłki, a za plecami ma wielki baner FOOD NOT BOMBS. Podczas gdy mroczna grupa młodzieżowa tworzy nie pasujące do ich stereotypowego wyglądu murale na klatce schodowej starej kamienicy, ja wdaje się w rozmowy, siedząc w kuchni-barze. Chłopak z rudą brodą przedstawia mi się jako Maciek, nice to meet you, na co odpowiadam mu swojsko PIERDOLISZ?! Ma 26 lat, przyjechał z kolegą grać ulicznego bluesa, choć polskie operowanie stereotypem każe mi go raczej nazwać hipsterem. Za chwilę obśmiejemy te stereotypy, tak samo jak przypadek naszych studiów. Pojechałam po bandzie wybierając kilka lat temu muzykologię jako zawód. Ale spotkanie drugiego muzykologa z Polski, w punkowej miejscówie, rozłożyło mnie na łopatki.
Podróżując po różnych zakątkach świata mogę spokojnie założyć, że rodaka spotkasz w najbardziej nieoczekiwanym miejscu. Przemierzając Saharę pieszo, założyłabym spokojnie, że inny polski pielgrzym wyrośnie mi z diuny. Cudowną nomadkę z Polski spotykam w ekskluzywnym barze w Rabacie, w otoczeniu, co najmniej dziwacznym. Jednorazowa przyjaciółka opowiedziała mi, że przemierza autostopem Afrykę, zbierając materiały muzyczne.
- nie boisz się podróżować sama? - pytam się Kasi.
- co Ty! Dopóki nie spróbowałam, miałam opory przed samotnym podróżowaniem. Ale teraz rzadko decyduje się na towarzysza. Bo jak podróżujesz sama, to ogarniasz wszystko na instynkt, jak zwierze. Nie pytasz chłopaka czy w prawo czy w lewo, czy na kawę czy plażę. - odpowiada. A ja myślę sobie, że chciałabym żyć jej życiem przynajmniej przez chwilę. Taka demonstracyjna wersja życia Kasi, tak jak testuje się gry komputerowe. - Właśnie wracam z Senegalu, ale zajebista wyprawa! Ty w ogóle, skąd się tu wzięłaś?
Odpowiedź jest prosta, taką mozaikę może zapewnić couchsurfing, wyszukiwarka przypadków.
Polskiego podróżnika ze skrajnie innej półki poznaje na jakimś dworcu na południu Francji. Przeczekujemy wspólnie deszcz na lekko opuszczonej stacji. Żulopodobny facet je jabłko i opowiada o swoim motywie na podróż:
- z winobrania do winobrania. Zbieram se jabłka w Hiszpanii albo oliwki. I tak cały sezon, sezon się kończy to idę kiblować. - moja twarz maluje znak zapytania, więc zbieracz kontynuuje. - no widzisz, bo mam taki patent, że jadę na gapę, jak mnie złapią trzy razy to nie płacę kary, to już wykroczenie i idę siedzieć na trzy mechy.
- to po chuj tak podróżujesz? przecież masz siano po tych wszystkich zbiorach?
- w więzieniu wygodnie i dobre żarcie dają. Najlepszy hotel, jak mam inaczej podróżować??
No właśnie...
Bez względu na to, jakich rodaków nie spotykam, spod jakiej gwiazdy, wszystkich ich łączy jedno. Ciekawość świata. Czy to muzykolog na squacie, dziewczyna z dyktafonem w Afryce czy amator więziennictwa. Czy ta dziewczyna, co rysuje mapy w Dreźnie...
Niemniej jednak, miałam dzisiaj dziwne spotkanie z pewnym Warszawiakiem, co dało mi do myślenia, że Polaków spotkać można wszędzie. Od kilku dni działam na festiwalu artystycznym, który zorganizowała alternatywna komuna. Inna ulica, inna część miasta, zupełnie inni ludzie i punkty widzenia. Zadymione wnętrze, alterglobaliści, punki. Chłopak z krastą gotuje artystom posiłki, a za plecami ma wielki baner FOOD NOT BOMBS. Podczas gdy mroczna grupa młodzieżowa tworzy nie pasujące do ich stereotypowego wyglądu murale na klatce schodowej starej kamienicy, ja wdaje się w rozmowy, siedząc w kuchni-barze. Chłopak z rudą brodą przedstawia mi się jako Maciek, nice to meet you, na co odpowiadam mu swojsko PIERDOLISZ?! Ma 26 lat, przyjechał z kolegą grać ulicznego bluesa, choć polskie operowanie stereotypem każe mi go raczej nazwać hipsterem. Za chwilę obśmiejemy te stereotypy, tak samo jak przypadek naszych studiów. Pojechałam po bandzie wybierając kilka lat temu muzykologię jako zawód. Ale spotkanie drugiego muzykologa z Polski, w punkowej miejscówie, rozłożyło mnie na łopatki.
Podróżując po różnych zakątkach świata mogę spokojnie założyć, że rodaka spotkasz w najbardziej nieoczekiwanym miejscu. Przemierzając Saharę pieszo, założyłabym spokojnie, że inny polski pielgrzym wyrośnie mi z diuny. Cudowną nomadkę z Polski spotykam w ekskluzywnym barze w Rabacie, w otoczeniu, co najmniej dziwacznym. Jednorazowa przyjaciółka opowiedziała mi, że przemierza autostopem Afrykę, zbierając materiały muzyczne.
- nie boisz się podróżować sama? - pytam się Kasi.
- co Ty! Dopóki nie spróbowałam, miałam opory przed samotnym podróżowaniem. Ale teraz rzadko decyduje się na towarzysza. Bo jak podróżujesz sama, to ogarniasz wszystko na instynkt, jak zwierze. Nie pytasz chłopaka czy w prawo czy w lewo, czy na kawę czy plażę. - odpowiada. A ja myślę sobie, że chciałabym żyć jej życiem przynajmniej przez chwilę. Taka demonstracyjna wersja życia Kasi, tak jak testuje się gry komputerowe. - Właśnie wracam z Senegalu, ale zajebista wyprawa! Ty w ogóle, skąd się tu wzięłaś?
Odpowiedź jest prosta, taką mozaikę może zapewnić couchsurfing, wyszukiwarka przypadków.
Polskiego podróżnika ze skrajnie innej półki poznaje na jakimś dworcu na południu Francji. Przeczekujemy wspólnie deszcz na lekko opuszczonej stacji. Żulopodobny facet je jabłko i opowiada o swoim motywie na podróż:
- z winobrania do winobrania. Zbieram se jabłka w Hiszpanii albo oliwki. I tak cały sezon, sezon się kończy to idę kiblować. - moja twarz maluje znak zapytania, więc zbieracz kontynuuje. - no widzisz, bo mam taki patent, że jadę na gapę, jak mnie złapią trzy razy to nie płacę kary, to już wykroczenie i idę siedzieć na trzy mechy.
- to po chuj tak podróżujesz? przecież masz siano po tych wszystkich zbiorach?
- w więzieniu wygodnie i dobre żarcie dają. Najlepszy hotel, jak mam inaczej podróżować??
No właśnie...
Bez względu na to, jakich rodaków nie spotykam, spod jakiej gwiazdy, wszystkich ich łączy jedno. Ciekawość świata. Czy to muzykolog na squacie, dziewczyna z dyktafonem w Afryce czy amator więziennictwa. Czy ta dziewczyna, co rysuje mapy w Dreźnie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz