Po tygodniu mieszkania w Dreźnie zrealizowałam czwarty i szósty podpunkt swojej listy 'things to do'. Odnalazłam swoją miejscówkę do działania i zarazem inspirację do tworzenia. Z okazji festiwalu Umundu, który obecnie się odbywa w mieście, a dotyczy świadomej konsumpcji, odnalazłam swoje miejsce w warsztacie Freiraum Ebtal. Warsztat-squat mieszczący się nad Łabą, to gigantyczny self-made'owy teren, gdzie każda kreatywna osoba może stworzyć coś swojego nie płacąc za atelier czy narzędzia. Przy okazji festiwalu Ebtal squat był otwarty dla wszystkich, można było zerknąć do tutejszej huty, stolarni, zbudować sobie instrument muzyczny, stworzyć swoją biżuterię, maskotkę, ciuch albo po prostu posiedzieć i napić się młodego wina. Od razu zaznaczam, że miejscówie i jej twórcom przyświeca idea upcyklingu, więc wszystkie warsztaty odbywały się w duchu przetwarzania odpadów i dawania śmieciom drugiego życia. Biżuteria? Z sprzętu elektronicznego, patrzę jak nastolatki robią sobie kolczyki z klawiszy klawiatury. Kawałek za nimi, przy długim stole siedzi kilku sympatycznych młodzieńców i konstruują z przeróżnych gadżetów instrumenty muzyczne. Wychodzę z wysokiej hali i schodami w dół trafiam do pracowni malarskiej z barem. Dwóch zajawkowiczy tworzy szablony, zza klimatycznego baru dudni punk. Idąc dalej, przez podwórkowe warsztaty szycia dla dzieci, trafiam do świetnie urządzonej stodoły, w której mieści się kolejny bar i stolarnia. Kilka osób buduje właśnie meble według swoich wizji ze zgromadzonych ze śmietników desek i europalet. Dołączam się do organizatorki festiwalu i pomagam jej budować ławkę, prezent dla przyjaciółki. Dziewczyna obok, tworzy samodzielnie wymyślny regał, tamten facet właśnie szlifuje swój stołek barowy... wszyscy pożyczają sobie narzędzia, doradzają. Barman-opiekun warsztatów uczy mnie szybko jak obsługiwać przycinarkę do drewna i przy okazji mówi mi, że mogę tu przyjść każdego dnia. - Po co kupować meble, skoro można sobie je zbudować według swojej wizji mając przy tym dużo frajdy i nauki. Teraz budujesz ławkę i uczysz się jak używać narzędzi, ale założę się, że za kilka dni przyjdziesz tutaj zbudować sobie sztalugę.
Nie przeczę... Zza wysokiego żywopłotu widać starych ludzi spacerujących wzdłuż rzeki. Siedzimy sobie Anna-Leną na zbudowanej ze śmieci werandzie, na naszej ławce, pijemy młode wino i obserwujemy ten niedzielny spacer.
Do tego miejsca należy także galeria, reprezentująca ideę upcyklingu w dwóch skromnych pokojach. Dywany z klawiatur opowiadają historię wysypisk elektronicznych śmieci w Afryce, gigantyczne ciucho-zasłony wyśmiewają nasze szafowe zbiory, a wizualizacje przedstawiają nieustanny ruch w fastfoodach. Ebtal namawia do świadomej konsumpcji i każe się zastanowić nad naszymi własnymi potrzebami. W galeryjnej szafie wiszą ubrania znalezione na śmietnikach, wyglądające dobrze i schludnie z metkami: "czy naprawdę potrzebujesz kolejnego ciucha?".
Zastanawia mnie jedynie, że ludzie, którzy przyszli na wystawę boją się korzystać z "dizajnerskich" pomysłów meblarskich i jakoś nikt nie chce siedzieć w tej wygodnej, przyciętej "na sofę" wannie...
Trafiam także na alterglobalistyczne spotkanie, wykład o permakulturze. Zgromadzeni spoko trzydziestoosobową grupę po kolei przedstawiamy się, będziemy przez cały dzień razem rozmawiać o ekologicznym życiu. Nawet się denerwuje faktem, że będę grupową rodzynką, bo zaraz jako jedyna przedstawię się po angielsku, ale ostatecznie obraca się to na moją korzyść:
-cześć wszystkim, nazywam się Marysia. Jestem z Polski. Nie mówię za dobrze po niemiecku, więc ten wykład traktuję jako lekcję poglądowo-lingwistyczną. Zajmuję się sztuką, a do swoich pracy wykorzystuję przedmioty znalezione na ulicy. Organizuję także warsztaty DIY. W Polsce permakultura nie jest mocno rozwinięta, dlatego cieszę się, że mogę się od was czegoś dzisiaj nauczyć.
Wszyscy się do mnie uśmiechają, 30 osób zapamiętało moje imię i przez cały dzień każdy będzie mi pomagał albo coś tłumaczył. Zwłaszcza przystojny, hipisoidalny wykładowca...
Permakultur to ruch który opiera się na wzajemnej pomocy, sobie i naturze. Dbaj o ludzi, dbaj o ziemię, dziel się tym, co masz, żyj w zgodzie z naturą. W skrócie, bądź dobrym człowiekiem. Po zapoznaniu, krótkim wykładzie, przyrządzamy sobie w knajpie wspólny posiłek z warzyw, które mieszkańcy Neustadt uprawiają we wspólnych ogródkach, garden-projects, powstających coraz częściej na pustych parcelach lub niezaanektowanych podwórkach-skwerkach. Zbiorowo dbają o rośliny i wykorzystują je. Cała grupa jest mocno wkręcona w takie akcje, chyba każdy mieszczuch ma prędzej czy później potrzebę wyhodowania własnego pomidora.
Z dnia na dzień mam mocniejsze uczucia przynależności do kultury jaka utworzyła się w Neustadt. Odnalazłam alter-grupę otwartą na ludzi, czego bardzo brakowało mi w Polsce... Ale jest druga strona. Dopóki nie mówię po niemiecku, mogę sobie przynależeć do swojej własnej jednoosobowej grupy poglądowej, ousidera auslandera.
Nie przeczę... Zza wysokiego żywopłotu widać starych ludzi spacerujących wzdłuż rzeki. Siedzimy sobie Anna-Leną na zbudowanej ze śmieci werandzie, na naszej ławce, pijemy młode wino i obserwujemy ten niedzielny spacer.
Do tego miejsca należy także galeria, reprezentująca ideę upcyklingu w dwóch skromnych pokojach. Dywany z klawiatur opowiadają historię wysypisk elektronicznych śmieci w Afryce, gigantyczne ciucho-zasłony wyśmiewają nasze szafowe zbiory, a wizualizacje przedstawiają nieustanny ruch w fastfoodach. Ebtal namawia do świadomej konsumpcji i każe się zastanowić nad naszymi własnymi potrzebami. W galeryjnej szafie wiszą ubrania znalezione na śmietnikach, wyglądające dobrze i schludnie z metkami: "czy naprawdę potrzebujesz kolejnego ciucha?".
Zastanawia mnie jedynie, że ludzie, którzy przyszli na wystawę boją się korzystać z "dizajnerskich" pomysłów meblarskich i jakoś nikt nie chce siedzieć w tej wygodnej, przyciętej "na sofę" wannie...
Trafiam także na alterglobalistyczne spotkanie, wykład o permakulturze. Zgromadzeni spoko trzydziestoosobową grupę po kolei przedstawiamy się, będziemy przez cały dzień razem rozmawiać o ekologicznym życiu. Nawet się denerwuje faktem, że będę grupową rodzynką, bo zaraz jako jedyna przedstawię się po angielsku, ale ostatecznie obraca się to na moją korzyść:
-cześć wszystkim, nazywam się Marysia. Jestem z Polski. Nie mówię za dobrze po niemiecku, więc ten wykład traktuję jako lekcję poglądowo-lingwistyczną. Zajmuję się sztuką, a do swoich pracy wykorzystuję przedmioty znalezione na ulicy. Organizuję także warsztaty DIY. W Polsce permakultura nie jest mocno rozwinięta, dlatego cieszę się, że mogę się od was czegoś dzisiaj nauczyć.
Wszyscy się do mnie uśmiechają, 30 osób zapamiętało moje imię i przez cały dzień każdy będzie mi pomagał albo coś tłumaczył. Zwłaszcza przystojny, hipisoidalny wykładowca...
Permakultur to ruch który opiera się na wzajemnej pomocy, sobie i naturze. Dbaj o ludzi, dbaj o ziemię, dziel się tym, co masz, żyj w zgodzie z naturą. W skrócie, bądź dobrym człowiekiem. Po zapoznaniu, krótkim wykładzie, przyrządzamy sobie w knajpie wspólny posiłek z warzyw, które mieszkańcy Neustadt uprawiają we wspólnych ogródkach, garden-projects, powstających coraz częściej na pustych parcelach lub niezaanektowanych podwórkach-skwerkach. Zbiorowo dbają o rośliny i wykorzystują je. Cała grupa jest mocno wkręcona w takie akcje, chyba każdy mieszczuch ma prędzej czy później potrzebę wyhodowania własnego pomidora.
Z dnia na dzień mam mocniejsze uczucia przynależności do kultury jaka utworzyła się w Neustadt. Odnalazłam alter-grupę otwartą na ludzi, czego bardzo brakowało mi w Polsce... Ale jest druga strona. Dopóki nie mówię po niemiecku, mogę sobie przynależeć do swojej własnej jednoosobowej grupy poglądowej, ousidera auslandera.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz