Neustadt jest jak spokojny marzyciel na lekkim haju. Neustadt zachwyca się wszystkim, co ekologiczne i naturalne, co kolorowe i artystyczne. Neustadt uwielbia gotować i organizować kulinarno-herbaciane spędy. Nie śpieszy się i przyciąga do siebie dziwaków.
W tej młodzieżowej dzielnicy Drezna, bezdomni mają swoje ksywki. Najsłynniejszy ma ksywkę Schneewitschen, Snow man. Krótka charakterystyka: rower obładowany fantami i butelkami na wymianę, w koszyku sterta gazet, radio z muzyką klasyczną. I łagodny uśmiech. Schneewitchnego usłyszysz z daleka: skrzypiący rower i brzdęki butelek jako akompaniament muzyki klasycznej. Musiałam sprawdzić tą urban legend, więc pewnego dnia, spotkawszy go na ulicy, zagadałam. Przedstawił się, tak jak legenda wskazuje, opowiedział mi trochę o Krakowie, cały czas obdarzając mnie tym uśmiechem. Uśmiechem spokojnego marzyciela na lekkim haju.
Neustadt kocha jedzenie spod znaku BIO. Na terenie dzielnicy, i miasta, znajdzie się sporo bio marketów, które oferują ekologiczne produkty. O ile BIO kocha każdy i nie kwestionuje świadomej konsumpcji, całkiem śmiesznie przedstawia się z sytuacja z innymi dietami światopoglądowymi. Neustadt jest wegetariańskie, choć jest to dość ambiwalentne pojęcie. Jeśli przeprowadzić ankietę wśród mieszkańców dzielnicy, okaże się, że każdy jest wegetarianinem. Co nie oznacza, że nie można zjeść kebaba od czasu do czasu. Weganizm jest całkiem popularny, aczkolwiek spotyka się z ironicznym komentarzem.
Hannes i Alex organizują brunch w Kukulida. Przynieś jedzenie, posiedz w naszym barze, pogadaj z ludźmi, posłuchaj muzyki. Dzień przed brunchem, Hannes opowiada mi, że usłyszał na ulicy rozmowę o naszym kulinarnym wydarzeniu. Ktoś polecał innej osobie wegański brancz w alternatywnej knajpie. Nie dziwię się, że mój współlokator się zbulwersował, bo ani nie jesteśmy wegańscy, ani alternatywna knajpa. Ale najwidoczniej użycie słowa "wegan" jest zajebistą reklamą.
- Neustadt kocha też Indie, więc czemu nie zapraszać ludzi na indyjski brunch? - pytam ironiczne.
- Bo indie to kurczak curry, o ile mi wiadomo, słabo wegański - odpowiada Alex. I dodaje - ale wegetariański w stylu Neustadt.
Od weganizmu wychodzi inny, antykonsumpcyjny styl życia, z którym się utożsamiam, utożsamia się z nim także Neustadt. Nurt freegan to rezygnacja z używania pieniądza, na rzecz wykorzystywania tego, co mamy. Także tego, co odrzucone. Freegan robi zakupy w śmietniku. Tak, właśnie w śmietniku. Wykorzystuje to, co dostawca żywności odrzuca. Przetwarza odpady, recykluje, znajduje, naprawia. Nie robi zakupów za pieniądze w sklepach BIO, bo wszystkie składniki na gigantyczny posiłek znajduje za sklepem. Zdziwić się można, co trafia na śmietnik - przyzwyczaiłam się już, że wśród śmieci mogę znaleźć karton czekolad albo puszki z olejem pistacjowym. Trafiają tam, bo nie zostały kupione przed upływem ważności. Ale co znaczy właściwie data ważności na produkcie? Że w danym dniu, o dokładnej godzinie towar nie nadaje się do spożycia? Znaczy to tylko tyle, że producent nie bierze już odpowiedzialności za to, co sprzedał.
Melony, marakuje, truskawki, pomarańcze, jabłka, banany - to właściwie codzienny składnik mojej diety. Dania przygotowuje głównie z warzyw, czasami całkiem wymyślne. Znajduję wystarczająco dużo jedzenia, żeby ugotować coś dla znajomych lub domowników i jeszcze zrobić sobie słoiki z ratatuille. A niesamowicie fajne jest to, że idąc na zakupy za sklep poznaję spokojnych marzycieli, robiących to samo, co ja. Dzielimy się zakupami, wymieniamy przepisami i bóg wie czym jeszcze, idziemy w swoich kierunkach.
Neustadt jest jak spokojny marzyciel na lekkim haju. Nie da ci mocnych emocji, zawrotu głowy od ekstremalnych wrażeń. Jest miejscem do medytacji i twórczości, ale nie urwie ci głowy, nie wywoła paniki. Może właśnie dlatego połowa mieszkańców marzy na głos o wyprawie do Indii, miejsca znanego z bólu głowy, spowodowanego natłokiem nieprawdopodobnych wrażeń.
W tej młodzieżowej dzielnicy Drezna, bezdomni mają swoje ksywki. Najsłynniejszy ma ksywkę Schneewitschen, Snow man. Krótka charakterystyka: rower obładowany fantami i butelkami na wymianę, w koszyku sterta gazet, radio z muzyką klasyczną. I łagodny uśmiech. Schneewitchnego usłyszysz z daleka: skrzypiący rower i brzdęki butelek jako akompaniament muzyki klasycznej. Musiałam sprawdzić tą urban legend, więc pewnego dnia, spotkawszy go na ulicy, zagadałam. Przedstawił się, tak jak legenda wskazuje, opowiedział mi trochę o Krakowie, cały czas obdarzając mnie tym uśmiechem. Uśmiechem spokojnego marzyciela na lekkim haju.
Neustadt kocha jedzenie spod znaku BIO. Na terenie dzielnicy, i miasta, znajdzie się sporo bio marketów, które oferują ekologiczne produkty. O ile BIO kocha każdy i nie kwestionuje świadomej konsumpcji, całkiem śmiesznie przedstawia się z sytuacja z innymi dietami światopoglądowymi. Neustadt jest wegetariańskie, choć jest to dość ambiwalentne pojęcie. Jeśli przeprowadzić ankietę wśród mieszkańców dzielnicy, okaże się, że każdy jest wegetarianinem. Co nie oznacza, że nie można zjeść kebaba od czasu do czasu. Weganizm jest całkiem popularny, aczkolwiek spotyka się z ironicznym komentarzem.
Hannes i Alex organizują brunch w Kukulida. Przynieś jedzenie, posiedz w naszym barze, pogadaj z ludźmi, posłuchaj muzyki. Dzień przed brunchem, Hannes opowiada mi, że usłyszał na ulicy rozmowę o naszym kulinarnym wydarzeniu. Ktoś polecał innej osobie wegański brancz w alternatywnej knajpie. Nie dziwię się, że mój współlokator się zbulwersował, bo ani nie jesteśmy wegańscy, ani alternatywna knajpa. Ale najwidoczniej użycie słowa "wegan" jest zajebistą reklamą.
- Neustadt kocha też Indie, więc czemu nie zapraszać ludzi na indyjski brunch? - pytam ironiczne.
- Bo indie to kurczak curry, o ile mi wiadomo, słabo wegański - odpowiada Alex. I dodaje - ale wegetariański w stylu Neustadt.
Od weganizmu wychodzi inny, antykonsumpcyjny styl życia, z którym się utożsamiam, utożsamia się z nim także Neustadt. Nurt freegan to rezygnacja z używania pieniądza, na rzecz wykorzystywania tego, co mamy. Także tego, co odrzucone. Freegan robi zakupy w śmietniku. Tak, właśnie w śmietniku. Wykorzystuje to, co dostawca żywności odrzuca. Przetwarza odpady, recykluje, znajduje, naprawia. Nie robi zakupów za pieniądze w sklepach BIO, bo wszystkie składniki na gigantyczny posiłek znajduje za sklepem. Zdziwić się można, co trafia na śmietnik - przyzwyczaiłam się już, że wśród śmieci mogę znaleźć karton czekolad albo puszki z olejem pistacjowym. Trafiają tam, bo nie zostały kupione przed upływem ważności. Ale co znaczy właściwie data ważności na produkcie? Że w danym dniu, o dokładnej godzinie towar nie nadaje się do spożycia? Znaczy to tylko tyle, że producent nie bierze już odpowiedzialności za to, co sprzedał.
Melony, marakuje, truskawki, pomarańcze, jabłka, banany - to właściwie codzienny składnik mojej diety. Dania przygotowuje głównie z warzyw, czasami całkiem wymyślne. Znajduję wystarczająco dużo jedzenia, żeby ugotować coś dla znajomych lub domowników i jeszcze zrobić sobie słoiki z ratatuille. A niesamowicie fajne jest to, że idąc na zakupy za sklep poznaję spokojnych marzycieli, robiących to samo, co ja. Dzielimy się zakupami, wymieniamy przepisami i bóg wie czym jeszcze, idziemy w swoich kierunkach.
Neustadt jest jak spokojny marzyciel na lekkim haju. Nie da ci mocnych emocji, zawrotu głowy od ekstremalnych wrażeń. Jest miejscem do medytacji i twórczości, ale nie urwie ci głowy, nie wywoła paniki. Może właśnie dlatego połowa mieszkańców marzy na głos o wyprawie do Indii, miejsca znanego z bólu głowy, spowodowanego natłokiem nieprawdopodobnych wrażeń.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz