W kręgu moich znajomych znajduje się sporo podróżników. Różne style uprawiania turystyki, inne inspiracje, charaktery z kosmosu, i z kosmosu wyzwania. Niektórzy z nich wsiadają w samoloty, by na innym kontynencie wrzucić 20 kg tymczasowego domu na plecy i ruszyć pieszo zwiedzać np. Indie.
*
paradygmat mieszkańca Neustadt # 1
Skoro już jesteśmy przy Indiach, to czas na małą dygresję i ukłon w stronę mieszkańców Drezna. Neustadt słynnie z umiłowania do Dalekiego Wschodu - India shopów i sklepów z kulinariami jest pewnie tyle, co kebabów, a szkół jogi drugie tyle. Co 3 mieszkaniec Neustadt był w Indiach przynajmniej raz, co drugi wybiera się do Indii w niedalekiej przyszłości. Mój sąsiad, prawnik-hipster, mówi językiem pendżabskim, czym zadziwił mnie kiedyś rozmawiając z hinduskim kelnerem... w tureckim kebabie. Pisząc to, para z Kukulidy przemierza bezdroża Indii z plecakami.
*
O, mam takiego kolegę, który uwielbia podróżować samolotami. I zwiedzać hotele. Zdecydowanie nie jest najbogatszym człowiekiem świata, ale nie stanowi dla niego problemu wybrać się do Szanghaju, gdzie gwoździem programu jest długi lot maszyną X, o silniku Y oraz nocleg w hotelu Z. Miłość do samolotów zaprowadziła go z resztą do pracy stewarda.
Koleżanka ze studiów, której z resztą bardzo dawno nie widziałam (pewnie podróżuje), postawiła stopę w tylu miejscach, że mogę spokojnie założyć, widziała więcej, niż wszystkie osoby wspomniane w tym tekście. Bogaty kochanek zabiera ją na międzykontynentalne, luksusowe wycieczki. Specjalizacja: rejsy.
Maciek, wspaniały towarzysz podróży, nie ma problemu ze zdecydowaniem się na wycieczkę. Widziałam kilkakrotnie jak po odebraniu kilkuminutowego telefonu odpowiada: - "właśnie kupiłem bilet do Tanzanii" albo "jadę do Kirgistanu". Takiego telefonu może się spodziewać od innej, bliskiej mi osoby, którą można określić jako maniaka promocji i konkursów. Zdzichu jeździ często i gęsto, turystycznie, autostopowo, rowerowo. Bez względu na to, jakiej destynacji, by nie wybrał - napewno zrobi to taniej od ciebie.
Mi samej zdarzyło się odebrać telefon od Maćka, oznajmić mu gdzie jestem i co robię, zdziwić się, że chce przyjechać i jeszcze bardziej, gdy po dwóch dniach się widzimy. Co z tego, że połączenie telefoniczne zbliżało nas przykładowo o tysiąc kilometrów. Wystarczy wyjść z domu, mówią niektórzy.
*
Znam też kilku podróżników z misją. Takich, co jadą do innych krajów, robią dobre uczynki, a później o swoich wycieczkach opowiadają w innym kraju, to znaczy w Polsce. Jest blog i fanpage, czasami jest sponsor wycieczki. Choć sponsorów i lajków więcej mają Ci, co uprawiają turystykę wyczynową. Rowerem przez Bajkał? W zimę? Z północy na południe? Dwójka kolegów poznanych jeszcze w Poznaniu chyba właśnie walczy o tytuł najbardziej monotonnego krajobrazu podczas wyprawy. Choć podziwiam zapał i wyzwanie, czasami nie rozumiem czym kierują się ludzie wybierając takie, a nie inne destynacje. Powoli zmierzam do tego, że kilka dni temu, podczas ekstremalnej wyprawy, bardzo inspirująca postać zaginęła w górach Pakistanu. Tomkowi Kowalskiemu udało się wejść na Broad Peak, zdobyć szczyt i nowy rekord, niestety nie udało mu się zejść. W takich chwilach zastanawiam się po jaką cholerę ludzie decydują się na tak ekstremalne eskapady, jednocześnie podziwiając bezgraniczne poświęcenie się marzeniu. Nie wymienię się już poradami podróżniczymi z Tomkiem...
*
Mimo, że od jakiegoś czasu nie opuszczam Drezna, to biorę udział w pewnym projekcie artystki z Berlina. Dziewczyna prowadzi eksperyment, w którym bierze udział kilku podróżników, po jednym indywidualiście z każdego kontynentu. Wysyła nam pamiętniki i co tydzień nowe wyzwania. Pisanie dla kogoś pamiętnika, powiedzmy, z wbudowanym scenariuszem, jest dość osobliwe. Ale zmusza do myślenia. Dlatego podzielę się tutaj pierwszymi pytaniami, niech skłonią do szukania własnych odpowiedzi.
Is freedom alive?
What do you do first when you arrive in a new place?
*
paradygmat mieszkańca Neustadt # 1
Skoro już jesteśmy przy Indiach, to czas na małą dygresję i ukłon w stronę mieszkańców Drezna. Neustadt słynnie z umiłowania do Dalekiego Wschodu - India shopów i sklepów z kulinariami jest pewnie tyle, co kebabów, a szkół jogi drugie tyle. Co 3 mieszkaniec Neustadt był w Indiach przynajmniej raz, co drugi wybiera się do Indii w niedalekiej przyszłości. Mój sąsiad, prawnik-hipster, mówi językiem pendżabskim, czym zadziwił mnie kiedyś rozmawiając z hinduskim kelnerem... w tureckim kebabie. Pisząc to, para z Kukulidy przemierza bezdroża Indii z plecakami.
*
O, mam takiego kolegę, który uwielbia podróżować samolotami. I zwiedzać hotele. Zdecydowanie nie jest najbogatszym człowiekiem świata, ale nie stanowi dla niego problemu wybrać się do Szanghaju, gdzie gwoździem programu jest długi lot maszyną X, o silniku Y oraz nocleg w hotelu Z. Miłość do samolotów zaprowadziła go z resztą do pracy stewarda.
Koleżanka ze studiów, której z resztą bardzo dawno nie widziałam (pewnie podróżuje), postawiła stopę w tylu miejscach, że mogę spokojnie założyć, widziała więcej, niż wszystkie osoby wspomniane w tym tekście. Bogaty kochanek zabiera ją na międzykontynentalne, luksusowe wycieczki. Specjalizacja: rejsy.
Maciek, wspaniały towarzysz podróży, nie ma problemu ze zdecydowaniem się na wycieczkę. Widziałam kilkakrotnie jak po odebraniu kilkuminutowego telefonu odpowiada: - "właśnie kupiłem bilet do Tanzanii" albo "jadę do Kirgistanu". Takiego telefonu może się spodziewać od innej, bliskiej mi osoby, którą można określić jako maniaka promocji i konkursów. Zdzichu jeździ często i gęsto, turystycznie, autostopowo, rowerowo. Bez względu na to, jakiej destynacji, by nie wybrał - napewno zrobi to taniej od ciebie.
Mi samej zdarzyło się odebrać telefon od Maćka, oznajmić mu gdzie jestem i co robię, zdziwić się, że chce przyjechać i jeszcze bardziej, gdy po dwóch dniach się widzimy. Co z tego, że połączenie telefoniczne zbliżało nas przykładowo o tysiąc kilometrów. Wystarczy wyjść z domu, mówią niektórzy.
*
Znam też kilku podróżników z misją. Takich, co jadą do innych krajów, robią dobre uczynki, a później o swoich wycieczkach opowiadają w innym kraju, to znaczy w Polsce. Jest blog i fanpage, czasami jest sponsor wycieczki. Choć sponsorów i lajków więcej mają Ci, co uprawiają turystykę wyczynową. Rowerem przez Bajkał? W zimę? Z północy na południe? Dwójka kolegów poznanych jeszcze w Poznaniu chyba właśnie walczy o tytuł najbardziej monotonnego krajobrazu podczas wyprawy. Choć podziwiam zapał i wyzwanie, czasami nie rozumiem czym kierują się ludzie wybierając takie, a nie inne destynacje. Powoli zmierzam do tego, że kilka dni temu, podczas ekstremalnej wyprawy, bardzo inspirująca postać zaginęła w górach Pakistanu. Tomkowi Kowalskiemu udało się wejść na Broad Peak, zdobyć szczyt i nowy rekord, niestety nie udało mu się zejść. W takich chwilach zastanawiam się po jaką cholerę ludzie decydują się na tak ekstremalne eskapady, jednocześnie podziwiając bezgraniczne poświęcenie się marzeniu. Nie wymienię się już poradami podróżniczymi z Tomkiem...
*
Mimo, że od jakiegoś czasu nie opuszczam Drezna, to biorę udział w pewnym projekcie artystki z Berlina. Dziewczyna prowadzi eksperyment, w którym bierze udział kilku podróżników, po jednym indywidualiście z każdego kontynentu. Wysyła nam pamiętniki i co tydzień nowe wyzwania. Pisanie dla kogoś pamiętnika, powiedzmy, z wbudowanym scenariuszem, jest dość osobliwe. Ale zmusza do myślenia. Dlatego podzielę się tutaj pierwszymi pytaniami, niech skłonią do szukania własnych odpowiedzi.
Is freedom alive?
What do you do first when you arrive in a new place?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz